czwartek, 21 sierpnia 2014

Rozdział II

Przez jego twarz przebiegł cień uśmiechu. O cholercia, albo zastanawia się jakby mnie tu grzecznie spławić, albo rzeczywiście rozbawiło go moje pytanie odnośnie orientacji seksualnej.
- Nie, nie jestem gejem, Anastasio.
Jej, znów mówi mi po imieniu, cóż za ulga!
- Jakie są pańskie plany na przyszłe lata?
Zawstydzona szepczę po cichu, a ten przygląda mi się z zafascynowaniem.
- Dość o mnie, Anastasio. Porozmawiajmy o Tobie.
Mruknął, a w jego oczach pojawiła się na nowo tajemniczość. Zawstydzona przygryzam wargę.
- Nie zagryzaj wargi, błagam...
Skarcił mnie wzrokiem, przez co jeszcze bardziej się rumienię.
- Dlaczego?
Pytam bezwiednie nie patrząc na jego twarz.
- Szkoda takich ust.
- Bodajże mieliśmy rozmawiać o mnie.
Warczę, a ten zaskoczony spogląda na mnie.
- Przecież usta są częścią ciała, panno Castillo.
Nabija się ze mnie, no co za bezczelny, ale i pociągający typ! Nie chcąc mu zaleźć za skórę, więc uniosłam w końcu wzrok znad kartki.
- Jestem nieśmiała i skryta w sobie, zresztą kto się mną przejmuje.
Wzruszam obojętnie ramionami, a ten znów karci mnie tym swoim wzrokiem. Czy tak będzie zawsze jak powiem coś o sobie? Nie znam go na tyle by przedstawiać mu swój cały zarys!
- Ja.
Wycedził po dłuższej chwili. Wtedy po raz pierwszy miałam okazję spojrzeć w jego oczy. Ma cholernie hipnotyzujące spojrzenie…
- Ekhem, panie Maslow…
Niespodziewanie do gabinetu weszła blondynka numer dwa z kimś u boku. Pewnie ktoś w sprawach biznesowych.
- Już momencik, tylko odprowadzę pannę Castillo do windy.
Dlaczego? Przecież sama też dam radę!
- Nie trzeba, proszę pana. Sama trafię.
Zawstydzona szybko zbierałam się z krzesła i nie chcąc zabierać mu wolnego czasu pospiesznie chciałam ubrać na siebie swój płaszcz.
- Spokojnie, pozwól, że pomogę…
I znów się ze mnie nabija, co za dureń, ale na swój sposób seksowny dureń! Z jego pomocą poszło mi o wiele sprawniej. Uśmiechał się, widziałam to!
- Myślę, że tyle nam wystarczy. W razie czego jeszcze tutaj wrócę, albo moja przyjaciółka, Samanta.
Dodałam na odczepne by przerwać niezręczną ciszę, w momencie gdy wchodziliśmy do windy.
- Szczerze mówiąc to cieszę się, że to właśnie pani tutaj przyszła.
Słucham?
- Miło…
- Rumienisz się.
- Tak już mam.
Wzruszywszy obojętnie ramionami w końcu wciskam guzik z wyznaczonym piętrem. Droga na dół trwała w ciszy. Na pożegnanie Maslow ścisnął moją dłoń.
- Do widzenia.
Szepczę, spoglądając głęboko w jego oczy. W zamian za to dostaję niepełny uśmiech. Coś się w nim kryje, a ja chcę rozwikłać tę zagadkę. (…) Dwie godziny drogi, kto by pomyślał, że korki w naszym mieście mogą osiągnąć nawet do dziesięciu kilometrów! Przesada! No, ale nareszcie jestem w domu.
- Ana, to Ty?
Zapytała zachrypniętym głosem idąc powolnie w moją stronę. Wyglądała tak jakby ją kombajn przejechał co najmniej trzy razy.
- Tak, Lisa.
Odpowiadam ściągając z siebie płaszcz.
- I?
- I? Co?
- Jaki on był?
Przewraca z poirytowaniem oczami, a ja przygryzam wargę i momentalnie przypominam sobie, że Maslow skarcił mnie za to wzrokiem.
- On był… Tajemniczy, stanowczy…
Wiem doskonale, że to jej nie wystarczy, ale jak mam opisać człowieka, który nie jest wylewny i raczej nie chwali się jaki to on jest?
- I to tyle?
Spogląda na mnie zasmucona.
- To raczej ja powinnam zadawać tu pytania… Po co Ci wiadomość na temat jego orientacji seksualnej?
Prychnęłam podsuwając jej kartkę pod nos.
- Facet nie ma żadnych zdjęć z kobietą, wydało mi się to podejrzane.
Wzruszyła jak gdyby nigdy nic ramionami i odeszła ode mnie z powrotem na kanapę.
- Przez Ciebie będzie mi się to pytanie śniło po nocach…
Przewróciłam oczami wzdychając ciężko. Maslow jest intrygującą osobą, a dzięki Lisie mogłabym go poznać lepiej i odkryć kilka jego małych sekrecików.
- Nie przesadzaj!
Machnęła ręką odpalając laptopa. Znając ją będzie siedziała tutaj do północy!
- Szkoda, że nie mamy żadnych zdjęć.
Dodałam od siebie siadając naprzeciwko rudowłosej.
- Świetny pomysł! Dzwoń do Maslowa, a potem do Federico.
- Myślisz, że nawet jeśli Maslow się zgodzi to Fede sobie poradzi?
- Mała, Fede jest uzdolniony! Przecież sama widziałaś jak ślicznie wyszłaś na jego zdjęciach!
Tak mnie zapewniała, a mimo to podeszłam do okna i z drżącymi rękoma wybieram jego numer.  Nie musiałam długo czekać na odpowiedź.
- Maslow.
- Castillo.
Odpowiadam niemalże szepcząc.
- Ach, jak miło, że zadzwoniłaś, Ana!
Nagle głos ma mniej poważny. Czy to ja tak na niego działam?
- Jak się domyślam brakuje wam czegoś do wywiadu.
- Tak, ale nie chodzi o pytania. Przydałoby się kilka zdjęć z pańskim wizerunkiem.
I cisza, serce podchodzi mi do gardła, tak jakbym się bała, że zostanę ukarana za coś czego nie zrobiłam, a może jednak?
- Nie ma sprawy.
Odzywa się po chwili, a ja odczuwam ulgę.
- W takim razie kiedy miałby pan wolną chwilę?
Staram się zachować zimną krew, choć twarz cała mi płonie.
- Za trzy dni, u mnie w domu w środę.
- Tak jest.
- Do zobaczenia, Anastasio.
Mruknął na pożegnanie i tak po prostu się rozłączył. Zamyślona nadal stałam przy oknie.
- I co?
Zapytała Lisa, a ja podskoczyłam niczym oparzona.
- Zgodził się. Za trzy dni u niego.
- Gratulacje! Dzielna dziewczyna, wiedziałam, że dasz radę do niego zadzwonić!
Panna Rudzielec poklaskała mi dłonią o dłoń, a zaraz po tym wróciła do swojego artykułu. Prawdę mówiąc nie sądziłam, że przyjdzie mi go jeszcze raz kiedykolwiek spotkać, ale to z pewnością będzie miłe doznanie, nie tyle co na zewnątrz, ale i w środku…

















3 komentarze:

  1. Hej, nominowałam Cię do Liebster Blog Award.
    http://love-other-than-all.blogspot.com/p/le.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Cholera jasna ;-;
    Jakbym czytała "Fifty Shades od Grey" ;d
    Idealnie odwzorowane ;d
    Oczywiście czekam :)
    I zapraszam do siebie ;d
    http://this-love-is-forbidden.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. To jest cudowne. Co prawda 50 shades of Grey jakoś mnie nie zaciekawiła, ale taką wersję bardzo chętnie będę czytać. Mam nadzieję że powrócisz do tego opowiadania. Będę czekać xx

    OdpowiedzUsuń