Jestem dość skrytą
w sobie osobą. Rzadko kiedy zwierzam się komuś z tego co czuję, ale kiedy już
to robię idę do swojej najlepszej przyjaciółki Lisy, z którą mieszkam obecnie
tutaj, w Seattle. Obie kończymy studia dziennikarskie. Lisa jest rudowłosą,
zielonooką pięknością, ugania się za nią mnóstwo facetów, a co ze mną? Szara
myszka, nikt nie wie kim jestem, poza Federico- przyjacielem z wydziału, który w
połowie jest Włochem. Wielokrotnie Federico zapraszał mnie na randkę, ale
odmawiałam tłumacząc, że nie chcę zniszczyć naszej przyjaźni, ale nie
odpuszczał sobie. Stara się być jak najbliżej nas obu. Wie, że jeśli zbliży się
do Lisy, to jednocześnie będzie blisko mnie. (…) Dzisiaj jest najważniejszy
dzień dla mojej współlokatorki. Nie mam pojęcia jak ona to zrobiła, ale ma
spotkanie i wywiad z samym Jamesem Maslowem. Największa szycha biznesowa,
zechciała udzielić wywiadu do studenckiej gazetki? Aż mi się wierzyć nie
chce.
- Ana!
Usłyszałam przeraźliwy, zachrypnięty głos dobiegający z jej sypialni. Przewracając oczyma niechętnie wbiegłam do pomieszczenia. Ujrzałam Lisę całą zasmarkaną, w tej okropnej piżamie, którą zazwyczaj nosiła po zerwaniu z którymś tam z kolei jej chłopakiem.
- Co się stało? Ubieraj się, zaraz masz spotkanie z Maslowem!
Ponaglałam ją ile tylko było sił, jednak ta nic sobie z tego nie robiła. Rzuciła w moją stronę termometr, na którym była wskazana temperatura jej ciała.
- O mój Boże, Lisa… Jesteś chora. Co teraz z wywiadem?
Przygryzam ze zdenerwowaniem wargę.
- Zastąpisz mnie.
W jej oczach dostrzegłam nagle małe iskierki nadziei.
- Zwariowałaś? To mu się na pewno nie spodoba!
- Nie marudź, tylko idź! Weź moją śliwkową sukienkę, pasujące do tego czółenka i wio.
Pogoniła mnie ręką, a ja nie chcąc robić jej na złość, zwłaszcza kiedy jest chora wykonałam jej polecenia. Przebrałam się w idealnie pasującą do mojej figury sukienkę, założyłam czółenka, zabrałam notes z pytaniami i wedle jej poleceń ruszyłam swoim garbusem do biura tego Maslowa. (…) Udało się. Przyjechałam na czas, a nawet mam jeszcze dziesięć minut na odsapnięcie po podróży. Nieśmiało weszłam do wieżowca, a tam zostałam zmierzona spojrzeniami przez blondynkę nr 1.
- Dzień dobry. Pan Maslow już na panią czeka.
Pokierowała mnie dłonią ku windzie, a w tym czasie blondyna nr 2 zabrała ode mnie żakiet.
- Dziękuję.
Skinęłam delikatnie głową w dół. Pracują tutaj same blondynki? Zaczynam się niepokoić.
Chwilę później byłam na piętrze dwudziestym i ostatnim w tym budynku. Nieśmiało usiadłam na sofie w poczekalni, aż go ujrzałam. Wyglądał nienagannie. Jasna koszula idealnie pasowała do brązowych, zwężanych spodni. Włosy miał niedbale ułożone, tak jakby dopiero co wyszedł spod prysznica, a pode mną ugięły się nogi.
- Panno Castillo.
Zbliżył się do mnie. Uniósł mą dłoń i złożył na niej delikatny pocałunek.
- Panie Maslow.
Odpowiadam na powitanie i speszona wbijam wzrok w ziemię.
- Czy zaproponowano już pani coś do picia?
Spytał rozglądając się po holu w poszukiwaniu mojej szklanki, której nie dostałam.
- Nie.
Odpowiadam.
- Olivio, przynieś proszę młodej damie coś do picia. Na co ma panienka ochotę?
Spojrzał na mnie dość ciepło.
- Wodę, poproszę.
Dodałam speszona, rumieniąc się. Chyba blondynka nr 2 dostanie mini reprymendę za brak gościnności.
- Panna Clarke poinformowała mnie telefonicznie, że przysyła na zastępstwo właśnie panią, więc bez obaw. Nie jest pani nie proszonym gościem.
Cholercia. Chyba zauważył moje rumieńce…
- Proszę mi mówić po imieniu.
Dodałam od siebie, patrząc na jego twarz.
- Przejdźmy może do wywiadu, Anastasio.
Spojrzał zaciekawionym, rentgenowskim wzrokiem na moją twarz, po czym chwytając mnie pod ramię zaprowadził do oszklonego gabinetu, kryjącego się za podwójnymi, wykonanymi z ciemnego, dębowego drewna drzwiami.
- Pierwsze pytanie.
Rzucił nie spuszczając ze mnie oczu.
- Jaki jest pański cel gospodarczy, panie Maslow?
Udało się, nie oblałam się rumieńcem!
- Chciałbym nakarmić cały świat. Sam dokładnie wiem, jak to jest cierpieć głodu, więc za wszelką cenę staram się pomóc innym, by nie musieli tego znosić.
- Interesujące.
Odpowiadam przechodząc palcem do kolejnego pytania.
- Ma pan rodzinę?
Zmierzyłam go wzrokiem od dołu do góry, tak jak on zrobił to niedawno ze mną.
- Mam brata i dwójkę rodziców.
Przyznał wzdychając pod nosem.
- Żadnej dziewczyny?
Ana, tego nie ma na liście- gani mnie moja podświadomość.
- Nie bawię się w dziewczyny, panno Castillo.
No pięknie i znów jesteśmy na per pan.
- Jest pan gejem?
Cholerna Lisa, po co jej ta wiadomość? To pytanie będzie mnie męczyć przez dłuższy czas w najgorszych koszmarach…
- Przepraszam, to nie ja układałam te pytania…
Wycedziłam i speszona oblałam się rumieńcem, wbijając przy tym wzrok w czółenka Lisy. Zamorduję ją jak tylko dotrę do domu…
Usłyszałam przeraźliwy, zachrypnięty głos dobiegający z jej sypialni. Przewracając oczyma niechętnie wbiegłam do pomieszczenia. Ujrzałam Lisę całą zasmarkaną, w tej okropnej piżamie, którą zazwyczaj nosiła po zerwaniu z którymś tam z kolei jej chłopakiem.
- Co się stało? Ubieraj się, zaraz masz spotkanie z Maslowem!
Ponaglałam ją ile tylko było sił, jednak ta nic sobie z tego nie robiła. Rzuciła w moją stronę termometr, na którym była wskazana temperatura jej ciała.
- O mój Boże, Lisa… Jesteś chora. Co teraz z wywiadem?
Przygryzam ze zdenerwowaniem wargę.
- Zastąpisz mnie.
W jej oczach dostrzegłam nagle małe iskierki nadziei.
- Zwariowałaś? To mu się na pewno nie spodoba!
- Nie marudź, tylko idź! Weź moją śliwkową sukienkę, pasujące do tego czółenka i wio.
Pogoniła mnie ręką, a ja nie chcąc robić jej na złość, zwłaszcza kiedy jest chora wykonałam jej polecenia. Przebrałam się w idealnie pasującą do mojej figury sukienkę, założyłam czółenka, zabrałam notes z pytaniami i wedle jej poleceń ruszyłam swoim garbusem do biura tego Maslowa. (…) Udało się. Przyjechałam na czas, a nawet mam jeszcze dziesięć minut na odsapnięcie po podróży. Nieśmiało weszłam do wieżowca, a tam zostałam zmierzona spojrzeniami przez blondynkę nr 1.
- Dzień dobry. Pan Maslow już na panią czeka.
Pokierowała mnie dłonią ku windzie, a w tym czasie blondyna nr 2 zabrała ode mnie żakiet.
- Dziękuję.
Skinęłam delikatnie głową w dół. Pracują tutaj same blondynki? Zaczynam się niepokoić.
Chwilę później byłam na piętrze dwudziestym i ostatnim w tym budynku. Nieśmiało usiadłam na sofie w poczekalni, aż go ujrzałam. Wyglądał nienagannie. Jasna koszula idealnie pasowała do brązowych, zwężanych spodni. Włosy miał niedbale ułożone, tak jakby dopiero co wyszedł spod prysznica, a pode mną ugięły się nogi.
- Panno Castillo.
Zbliżył się do mnie. Uniósł mą dłoń i złożył na niej delikatny pocałunek.
- Panie Maslow.
Odpowiadam na powitanie i speszona wbijam wzrok w ziemię.
- Czy zaproponowano już pani coś do picia?
Spytał rozglądając się po holu w poszukiwaniu mojej szklanki, której nie dostałam.
- Nie.
Odpowiadam.
- Olivio, przynieś proszę młodej damie coś do picia. Na co ma panienka ochotę?
Spojrzał na mnie dość ciepło.
- Wodę, poproszę.
Dodałam speszona, rumieniąc się. Chyba blondynka nr 2 dostanie mini reprymendę za brak gościnności.
- Panna Clarke poinformowała mnie telefonicznie, że przysyła na zastępstwo właśnie panią, więc bez obaw. Nie jest pani nie proszonym gościem.
Cholercia. Chyba zauważył moje rumieńce…
- Proszę mi mówić po imieniu.
Dodałam od siebie, patrząc na jego twarz.
- Przejdźmy może do wywiadu, Anastasio.
Spojrzał zaciekawionym, rentgenowskim wzrokiem na moją twarz, po czym chwytając mnie pod ramię zaprowadził do oszklonego gabinetu, kryjącego się za podwójnymi, wykonanymi z ciemnego, dębowego drewna drzwiami.
- Pierwsze pytanie.
Rzucił nie spuszczając ze mnie oczu.
- Jaki jest pański cel gospodarczy, panie Maslow?
Udało się, nie oblałam się rumieńcem!
- Chciałbym nakarmić cały świat. Sam dokładnie wiem, jak to jest cierpieć głodu, więc za wszelką cenę staram się pomóc innym, by nie musieli tego znosić.
- Interesujące.
Odpowiadam przechodząc palcem do kolejnego pytania.
- Ma pan rodzinę?
Zmierzyłam go wzrokiem od dołu do góry, tak jak on zrobił to niedawno ze mną.
- Mam brata i dwójkę rodziców.
Przyznał wzdychając pod nosem.
- Żadnej dziewczyny?
Ana, tego nie ma na liście- gani mnie moja podświadomość.
- Nie bawię się w dziewczyny, panno Castillo.
No pięknie i znów jesteśmy na per pan.
- Jest pan gejem?
Cholerna Lisa, po co jej ta wiadomość? To pytanie będzie mnie męczyć przez dłuższy czas w najgorszych koszmarach…
- Przepraszam, to nie ja układałam te pytania…
Wycedziłam i speszona oblałam się rumieńcem, wbijając przy tym wzrok w czółenka Lisy. Zamorduję ją jak tylko dotrę do domu…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz