Przez jego twarz przebiegł cień uśmiechu. O cholercia, albo
zastanawia się jakby mnie tu grzecznie spławić, albo rzeczywiście rozbawiło go
moje pytanie odnośnie orientacji seksualnej.
- Nie, nie jestem gejem, Anastasio.
Jej, znów mówi mi po imieniu, cóż za ulga!
- Jakie są pańskie plany na przyszłe lata?
Zawstydzona szepczę po cichu, a ten przygląda mi się z zafascynowaniem.
- Dość o mnie, Anastasio. Porozmawiajmy o Tobie.
Mruknął, a w jego oczach pojawiła się na nowo tajemniczość. Zawstydzona przygryzam wargę.
- Nie zagryzaj wargi, błagam...
Skarcił mnie wzrokiem, przez co jeszcze bardziej się rumienię.
- Dlaczego?
Pytam bezwiednie nie patrząc na jego twarz.
- Szkoda takich ust.
- Bodajże mieliśmy rozmawiać o mnie.
Warczę, a ten zaskoczony spogląda na mnie.
- Przecież usta są częścią ciała, panno Castillo.
Nabija się ze mnie, no co za bezczelny, ale i pociągający typ! Nie chcąc mu zaleźć za skórę, więc uniosłam w końcu wzrok znad kartki.
- Jestem nieśmiała i skryta w sobie, zresztą kto się mną przejmuje.
Wzruszam obojętnie ramionami, a ten znów karci mnie tym swoim wzrokiem. Czy tak będzie zawsze jak powiem coś o sobie? Nie znam go na tyle by przedstawiać mu swój cały zarys!
- Ja.
Wycedził po dłuższej chwili. Wtedy po raz pierwszy miałam okazję spojrzeć w jego oczy. Ma cholernie hipnotyzujące spojrzenie…
- Ekhem, panie Maslow…
Niespodziewanie do gabinetu weszła blondynka numer dwa z kimś u boku. Pewnie ktoś w sprawach biznesowych.
- Już momencik, tylko odprowadzę pannę Castillo do windy.
Dlaczego? Przecież sama też dam radę!
- Nie trzeba, proszę pana. Sama trafię.
Zawstydzona szybko zbierałam się z krzesła i nie chcąc zabierać mu wolnego czasu pospiesznie chciałam ubrać na siebie swój płaszcz.
- Spokojnie, pozwól, że pomogę…
I znów się ze mnie nabija, co za dureń, ale na swój sposób seksowny dureń! Z jego pomocą poszło mi o wiele sprawniej. Uśmiechał się, widziałam to!
- Myślę, że tyle nam wystarczy. W razie czego jeszcze tutaj wrócę, albo moja przyjaciółka, Samanta.
Dodałam na odczepne by przerwać niezręczną ciszę, w momencie gdy wchodziliśmy do windy.
- Szczerze mówiąc to cieszę się, że to właśnie pani tutaj przyszła.
Słucham?
- Miło…
- Rumienisz się.
- Tak już mam.
Wzruszywszy obojętnie ramionami w końcu wciskam guzik z wyznaczonym piętrem. Droga na dół trwała w ciszy. Na pożegnanie Maslow ścisnął moją dłoń.
- Do widzenia.
Szepczę, spoglądając głęboko w jego oczy. W zamian za to dostaję niepełny uśmiech. Coś się w nim kryje, a ja chcę rozwikłać tę zagadkę. (…) Dwie godziny drogi, kto by pomyślał, że korki w naszym mieście mogą osiągnąć nawet do dziesięciu kilometrów! Przesada! No, ale nareszcie jestem w domu.
- Ana, to Ty?
Zapytała zachrypniętym głosem idąc powolnie w moją stronę. Wyglądała tak jakby ją kombajn przejechał co najmniej trzy razy.
- Tak, Lisa.
Odpowiadam ściągając z siebie płaszcz.
- I?
- I? Co?
- Jaki on był?
Przewraca z poirytowaniem oczami, a ja przygryzam wargę i momentalnie przypominam sobie, że Maslow skarcił mnie za to wzrokiem.
- On był… Tajemniczy, stanowczy…
Wiem doskonale, że to jej nie wystarczy, ale jak mam opisać człowieka, który nie jest wylewny i raczej nie chwali się jaki to on jest?
- I to tyle?
Spogląda na mnie zasmucona.
- To raczej ja powinnam zadawać tu pytania… Po co Ci wiadomość na temat jego orientacji seksualnej?
Prychnęłam podsuwając jej kartkę pod nos.
- Facet nie ma żadnych zdjęć z kobietą, wydało mi się to podejrzane.
Wzruszyła jak gdyby nigdy nic ramionami i odeszła ode mnie z powrotem na kanapę.
- Przez Ciebie będzie mi się to pytanie śniło po nocach…
Przewróciłam oczami wzdychając ciężko. Maslow jest intrygującą osobą, a dzięki Lisie mogłabym go poznać lepiej i odkryć kilka jego małych sekrecików.
- Nie przesadzaj!
Machnęła ręką odpalając laptopa. Znając ją będzie siedziała tutaj do północy!
- Szkoda, że nie mamy żadnych zdjęć.
Dodałam od siebie siadając naprzeciwko rudowłosej.
- Świetny pomysł! Dzwoń do Maslowa, a potem do Federico.
- Myślisz, że nawet jeśli Maslow się zgodzi to Fede sobie poradzi?
- Mała, Fede jest uzdolniony! Przecież sama widziałaś jak ślicznie wyszłaś na jego zdjęciach!
Tak mnie zapewniała, a mimo to podeszłam do okna i z drżącymi rękoma wybieram jego numer. Nie musiałam długo czekać na odpowiedź.
- Maslow.
- Castillo.
Odpowiadam niemalże szepcząc.
- Ach, jak miło, że zadzwoniłaś, Ana!
Nagle głos ma mniej poważny. Czy to ja tak na niego działam?
- Jak się domyślam brakuje wam czegoś do wywiadu.
- Tak, ale nie chodzi o pytania. Przydałoby się kilka zdjęć z pańskim wizerunkiem.
I cisza, serce podchodzi mi do gardła, tak jakbym się bała, że zostanę ukarana za coś czego nie zrobiłam, a może jednak?
- Nie ma sprawy.
Odzywa się po chwili, a ja odczuwam ulgę.
- W takim razie kiedy miałby pan wolną chwilę?
Staram się zachować zimną krew, choć twarz cała mi płonie.
- Za trzy dni, u mnie w domu w środę.
- Tak jest.
- Do zobaczenia, Anastasio.
Mruknął na pożegnanie i tak po prostu się rozłączył. Zamyślona nadal stałam przy oknie.
- I co?
Zapytała Lisa, a ja podskoczyłam niczym oparzona.
- Zgodził się. Za trzy dni u niego.
- Gratulacje! Dzielna dziewczyna, wiedziałam, że dasz radę do niego zadzwonić!
Panna Rudzielec poklaskała mi dłonią o dłoń, a zaraz po tym wróciła do swojego artykułu. Prawdę mówiąc nie sądziłam, że przyjdzie mi go jeszcze raz kiedykolwiek spotkać, ale to z pewnością będzie miłe doznanie, nie tyle co na zewnątrz, ale i w środku…
- Nie, nie jestem gejem, Anastasio.
Jej, znów mówi mi po imieniu, cóż za ulga!
- Jakie są pańskie plany na przyszłe lata?
Zawstydzona szepczę po cichu, a ten przygląda mi się z zafascynowaniem.
- Dość o mnie, Anastasio. Porozmawiajmy o Tobie.
Mruknął, a w jego oczach pojawiła się na nowo tajemniczość. Zawstydzona przygryzam wargę.
- Nie zagryzaj wargi, błagam...
Skarcił mnie wzrokiem, przez co jeszcze bardziej się rumienię.
- Dlaczego?
Pytam bezwiednie nie patrząc na jego twarz.
- Szkoda takich ust.
- Bodajże mieliśmy rozmawiać o mnie.
Warczę, a ten zaskoczony spogląda na mnie.
- Przecież usta są częścią ciała, panno Castillo.
Nabija się ze mnie, no co za bezczelny, ale i pociągający typ! Nie chcąc mu zaleźć za skórę, więc uniosłam w końcu wzrok znad kartki.
- Jestem nieśmiała i skryta w sobie, zresztą kto się mną przejmuje.
Wzruszam obojętnie ramionami, a ten znów karci mnie tym swoim wzrokiem. Czy tak będzie zawsze jak powiem coś o sobie? Nie znam go na tyle by przedstawiać mu swój cały zarys!
- Ja.
Wycedził po dłuższej chwili. Wtedy po raz pierwszy miałam okazję spojrzeć w jego oczy. Ma cholernie hipnotyzujące spojrzenie…
- Ekhem, panie Maslow…
Niespodziewanie do gabinetu weszła blondynka numer dwa z kimś u boku. Pewnie ktoś w sprawach biznesowych.
- Już momencik, tylko odprowadzę pannę Castillo do windy.
Dlaczego? Przecież sama też dam radę!
- Nie trzeba, proszę pana. Sama trafię.
Zawstydzona szybko zbierałam się z krzesła i nie chcąc zabierać mu wolnego czasu pospiesznie chciałam ubrać na siebie swój płaszcz.
- Spokojnie, pozwól, że pomogę…
I znów się ze mnie nabija, co za dureń, ale na swój sposób seksowny dureń! Z jego pomocą poszło mi o wiele sprawniej. Uśmiechał się, widziałam to!
- Myślę, że tyle nam wystarczy. W razie czego jeszcze tutaj wrócę, albo moja przyjaciółka, Samanta.
Dodałam na odczepne by przerwać niezręczną ciszę, w momencie gdy wchodziliśmy do windy.
- Szczerze mówiąc to cieszę się, że to właśnie pani tutaj przyszła.
Słucham?
- Miło…
- Rumienisz się.
- Tak już mam.
Wzruszywszy obojętnie ramionami w końcu wciskam guzik z wyznaczonym piętrem. Droga na dół trwała w ciszy. Na pożegnanie Maslow ścisnął moją dłoń.
- Do widzenia.
Szepczę, spoglądając głęboko w jego oczy. W zamian za to dostaję niepełny uśmiech. Coś się w nim kryje, a ja chcę rozwikłać tę zagadkę. (…) Dwie godziny drogi, kto by pomyślał, że korki w naszym mieście mogą osiągnąć nawet do dziesięciu kilometrów! Przesada! No, ale nareszcie jestem w domu.
- Ana, to Ty?
Zapytała zachrypniętym głosem idąc powolnie w moją stronę. Wyglądała tak jakby ją kombajn przejechał co najmniej trzy razy.
- Tak, Lisa.
Odpowiadam ściągając z siebie płaszcz.
- I?
- I? Co?
- Jaki on był?
Przewraca z poirytowaniem oczami, a ja przygryzam wargę i momentalnie przypominam sobie, że Maslow skarcił mnie za to wzrokiem.
- On był… Tajemniczy, stanowczy…
Wiem doskonale, że to jej nie wystarczy, ale jak mam opisać człowieka, który nie jest wylewny i raczej nie chwali się jaki to on jest?
- I to tyle?
Spogląda na mnie zasmucona.
- To raczej ja powinnam zadawać tu pytania… Po co Ci wiadomość na temat jego orientacji seksualnej?
Prychnęłam podsuwając jej kartkę pod nos.
- Facet nie ma żadnych zdjęć z kobietą, wydało mi się to podejrzane.
Wzruszyła jak gdyby nigdy nic ramionami i odeszła ode mnie z powrotem na kanapę.
- Przez Ciebie będzie mi się to pytanie śniło po nocach…
Przewróciłam oczami wzdychając ciężko. Maslow jest intrygującą osobą, a dzięki Lisie mogłabym go poznać lepiej i odkryć kilka jego małych sekrecików.
- Nie przesadzaj!
Machnęła ręką odpalając laptopa. Znając ją będzie siedziała tutaj do północy!
- Szkoda, że nie mamy żadnych zdjęć.
Dodałam od siebie siadając naprzeciwko rudowłosej.
- Świetny pomysł! Dzwoń do Maslowa, a potem do Federico.
- Myślisz, że nawet jeśli Maslow się zgodzi to Fede sobie poradzi?
- Mała, Fede jest uzdolniony! Przecież sama widziałaś jak ślicznie wyszłaś na jego zdjęciach!
Tak mnie zapewniała, a mimo to podeszłam do okna i z drżącymi rękoma wybieram jego numer. Nie musiałam długo czekać na odpowiedź.
- Maslow.
- Castillo.
Odpowiadam niemalże szepcząc.
- Ach, jak miło, że zadzwoniłaś, Ana!
Nagle głos ma mniej poważny. Czy to ja tak na niego działam?
- Jak się domyślam brakuje wam czegoś do wywiadu.
- Tak, ale nie chodzi o pytania. Przydałoby się kilka zdjęć z pańskim wizerunkiem.
I cisza, serce podchodzi mi do gardła, tak jakbym się bała, że zostanę ukarana za coś czego nie zrobiłam, a może jednak?
- Nie ma sprawy.
Odzywa się po chwili, a ja odczuwam ulgę.
- W takim razie kiedy miałby pan wolną chwilę?
Staram się zachować zimną krew, choć twarz cała mi płonie.
- Za trzy dni, u mnie w domu w środę.
- Tak jest.
- Do zobaczenia, Anastasio.
Mruknął na pożegnanie i tak po prostu się rozłączył. Zamyślona nadal stałam przy oknie.
- I co?
Zapytała Lisa, a ja podskoczyłam niczym oparzona.
- Zgodził się. Za trzy dni u niego.
- Gratulacje! Dzielna dziewczyna, wiedziałam, że dasz radę do niego zadzwonić!
Panna Rudzielec poklaskała mi dłonią o dłoń, a zaraz po tym wróciła do swojego artykułu. Prawdę mówiąc nie sądziłam, że przyjdzie mi go jeszcze raz kiedykolwiek spotkać, ale to z pewnością będzie miłe doznanie, nie tyle co na zewnątrz, ale i w środku…